Randka w ciemno, czyli jak się sprzedać by Cię kupili.

25 lipca 2019
Randka w ciemno, czyli jak się sprzedać by Cię kupili.

Coraz bardziej podoba mi się tworzenie dla Was cotygodniowych treści. Sama nie wiem, czy nazywając te teksty felietonem nie obrażam kilku wybitnych felietonistów.
Jeśli tak jest – wybaczcie. Nie miałam intencji by kogokolwiek urazić.
 
Dziś temat bardzo uroczy, sympatyczny i wdzięczny.
 
Randki. W ciemno. Z Klientami.
 
Nie, moi Drodzy, nie otwieram klubu ze striptizem, a wiem, że powyższe trzy słowa w takiej kompilacji zabrzmiały wybitnie dwuznacznie.
 
Wedding plannerzy, handlowcy, startuperzy z białej wieży i wszyscy my tu obecni na świecie, codziennie spotykamy na swojej biznesowej drodze Klientów. Wg słownika języka polskiego klient to inaczej: „kupujący, interesant, petent;” lub jeśli ktoś woli definicję nr 2:
„potocznie: bliżej nieokreślony mężczyzna”. Dziwne, bo na moich spotkaniach są również obecne Kobiety, tak więc chyba trzeba uzupełnić te definicję o niewiasty.
Ale do brzegu, bo znowu zaczynam pływać (nauczyłam się ostatnio żabką i powiem Wam… jest frajda )
 
Zastanawia mnie, jaki my, sprzedający, mamy wpływ by magicznie przybić piątkę i doprowadzić to tzw. deal’a? Z obserwacji i doświadczeń popełniłam kolejny tekst.
Zapraszam do czytania.
 
1. Oczekiwania vs rzeczywistość
 
Randki w ciemno każdy wie jakie są. Yyy… dobrze, ja wiem, bo byłam na takich może 3.. no 4 razy w swoim życiu (jeśli ktoś ma większe doświadczenie – śmiało, komentujcie poniżej)
Tak więc, stroisz się, malujesz, uśmiechasz przed wyjściem i budujesz w swojej głowie historię idealną. Że będzie czekać z kwiatkiem, że na pewno założy błękitną koszulę, będziecie świergotać pół wieczoru o wspólnych pasjach a na koniec dostaniesz uroczego całusa prosto w usta.
 
Jak jest?
 
Wpada po Ciebie prosto po pracy, w wymiętym t-shircie, gadacie długo, ale bardziej o jego eks, dzieciach i nieudanym dzieciństwie; a na koniec dostajesz kopa w dupę, a nie słodki pocałunek.
 
Tak samo jest z pierwszym spotkaniem z Klientami.
Zabijają nas oczekiwania. Obustronne, żeby nie było!
Oni w domu wyobrazili sobie już Ciebie i usługę i to, ile chcą za nią zapłacić – plus obejrzeli Powiedz Tak z Jennifer Lopez; Ty z jakimś bagażem doświadczeń podchodzisz do nich w określony sposób.
 
Jakie antidotum widzę, by pierwsza „randka” z Klientami skończyła się kilka miesięcy później powiedzeniem TAK przed ołtarzem (u nich) i dobrym przelewem na koncie (u Ciebie)?
 
Idź na spotkanie z białą kartką. Może być w kratkę, może być w linię, a jeśli chcesz po prostu gładką. Chodzi mi o to, żebyś nie tworzył niepotrzebnych uprzedzeń, wyobrażeń i nastawiał się na konkretny przebieg tego spotkania. Spotkaj się ze swoim Klientem/ zleceniobiorcą totalnie neutralnie, nie oczekując od razu zbawienia świata. Zobacz co się wydarzy, zaobserwuj, jak się zachowuje. Jeśli widzisz jego zaangażowanie od pierwszych minut spotkania, super. Odnotuj i przejdź do kolejnych punktów.
Jeśli jest coś, co Cię niepokoi – pytaj. Spotkaliście się, bo wzajemnie możecie sobie pomóc. Nikt was nie zmuszał do tego mityngu, a jeśli tak, dzwońcie pod 112.
 
2. 100% natural, czyli bez ściemy i sztucznych barwników.
 
Śluby sprzedaje się emocjami. Budujemy relację z Parą Młodą, wchodzimy w związek emocjonalny aż nas ślub nie rozłączy. Każdy o tym wie, nikt o tym nie mówi.
W branży ściemy tyle ile różu, czyli dużo. (chciałam użyć politechnicznej miary, ale dziś będę damą, która nie mówi brzydkich słów).
 
Ślub jest najważniejszym dniem w życiu każdego człowieka. Decydujemy się na życie z drugim człowiekiem, zmieniamy swoje nazwiska, deklarujemy grube słowa przed urzędnikiem czy księdzem. Wpływamy na całe swoje życie, dlatego nie dziwię się, że Pary Młode chcą mieć perfekcyjne przyjęcie. I po to jestem, cała na biało, żeby Wam je dowieźć.
Swoim doświadczeniem, umiejętnościami i wiedzą stwarzam przyjęcie jak z bajki. Waszej prywatnej bajki made in Poland.
 
Na spotkaniach dostaję pytania:
– a robiła pani to?
– a co z kelnerem jak ..
– a te stoły to …
– ten tort to byśmy chcieli ..
– a była pani tam?
– a zna pani tego?
Itd.
Tak, nie, nie wiem, dopytam, sprawdzę. Różnie bywa z odpowiedzią, ale zawsze jest jeden pewnik.
 
Nie ściemniam.
 
Nawet kosztem odrzucenia zlecenia. Znam jednak swoje umiejętności i swoje „czarodziejskie moce”. Wiem na co mnie stać, potrafię rozwiązywać problemy, mam wokół siebie wspaniałych podwykonawców. Bardzo chcę dostawać dużo zleceń, robić śluby plenerowe, zagraniczne, niszowe, homoseksualne, kościelne czy w parku miejskim.
Potrzebuje do tego Waszego zaufania.
Tylko jak można je zbudować, kiedy na pierwszym spotkaniu zaczyna się ściemniać?
Jakoś tego nie czuję.
 
Bo to tak, jakby przez parę tygodni opowiadać dziewczynie, że pojawiła się w Twoim życiu nie bez przypadku, że jest wyjątkowa i totalnie jesteś zakręcony na jej punkcie; po czym odstawiasz prochy, podwijasz ogon i spier*** gdzie pieprz i oliwki rosną. Dziewczyna zostaje z niesmakiem, że właśnie nabrała się na tani bełkot niedorosłego chłopczyka i zaczyna unikać kolejnych takich spotkań. Swój cel osiągnie sama, bo jest zaradną kobietą, jednak takie sytuacje psują opinię w branży.
 
Nie róbcie, moi Drodzy, takiego syfu w naszym miłym ślubnym gronie. Szanujcie Klientów, mówcie uczciwie co jesteście w stanie zrobić, jakie są Wasze intencje. Jeśli czegoś nie robiliście, ale wiecie, że podołacie – pokażcie realne przykłady. Podajcie Klientowi fakty potwierdzające, że jesteście godni jego zaufania. Zrobienie ślubu to trywialna sprawa, ale wybitnie czasochłonna i często kapitałochłonna. Klienci, jak wspomniana dziewczyna z przykładu, osiągną swój cel i pobiorą się bez nas. Nie jesteśmy „must have” a „nice to have”
Dlatego tak bardzo ważne jest bycie szczerym z drugim człowiekiem od samego początku.
 
3. Magiczna posypka.
 
Na koniec bardzo krótko o fundamentach.
Są dwa słowa i jedno zachowanie, które działają cuda. Dziękuję, proszę oraz uśmiech.
 
Dziękujcie – za czas, zaangażowanie, przygotowanie, otwartość i pomoc, wybranie Waszych ofert, możliwości realizacji tego dnia przez Waszą agencję.
Proście – o wytłumaczenie niejasności, o rozsądne rabaty, o spotkania i przygotowanie ofert, o chwilę rozmowy i rady.
 
Uśmiechajcie się – zawsze.

Wierzę w dobre zakończenia.

A Wy?

Dodaj komentarz