Dlaczego nie zrobię Ci ślubu za 500 zł, czyli za co płacisz wedding plannerowi.

20 czerwca 2019
Dlaczego nie zrobię Ci ślubu za 500 zł, czyli za co płacisz wedding plannerowi.

 
„Pan chyba nie chce nam pomóc w szukaniu rozwiązania – mówi Para.
Przeciwnie, starałem się nadążać za wami, słuchać was – odpowiada spokojnie wedding planner
Zdaje się, że pan nie ma zbyt wiele inwencji – odpowiada młoda.
No dobrze, posłucham was, zrezygnujemy z przystawek – stwierdza konsultant.
Ale też musimy usunąć danie główne. Czas na inwencję! Powiedzcie gościom, niech przyniosą pudełka śniadaniowe. Z pokrojoną marchewką, z jajkami na twardo. Inni zrobią w domu sałatki. Niech ktoś przyniesie piwo, a ktoś inny lemoniadę. Zróbcie z tego drinki. Moja siostrzenica zrobi girlandy z różowej i zielonej bibułki. Ułożycie je dookoła stołu albo przykleicie taśmą do krzeseł. Będzie ładnie! – odpowiada głośnym tonem”
 
To jedna ze scen francuskiego filmu „Nasze najlepsze wesele”, który jako nieliczny bardzo obiektywnie pokazuje blaski i cienie profesji wedding plannera.
Marka, którą buduję jest dosyć krótko na rynku, jednak wystarczająco długo by w 100% podpisać się pod scenką zacytowaną na początku tego wpisu.
Myślicie, że będzie dziś o typach Klientów? Niee!! Jeszcze nie dziś.
 
Tematem przewodnim będą dziś: Pieniądze. Kasa. Wynagrodzenie. Prowizja. Hajs.
 
1. Na jakich wartościach opierasz swoje decyzje zakupowe?
 
Zaczniemy od pytania. Ile jesteście w stanie zapłacić za swój spokój, możliwość spania do 10 w niedziele oraz błogą niewiedzę jak wyglądały negocjacje z florystką, agencją muzyczną czy … panią od ciastek.
1000 zł? 3000 zł? 10 000 zł?
A może 5 zł?
 
Nie ma dobrej odpowiedzi.
A to dlatego że każdy z nas dysponuje swoim osobnym systemem wartości, a pojęcie wysoka cena, jest pojęciem względnym. Zależy od tego czy zarabiacie średnią krajową, a może jej wielokrotność; od tego jaki stosunek macie do finansów oraz tego jakim systemem wartości operujecie w życiu. Jedni kierują się finansami, inni zdrowiem a dla pewnej grupy to spokój i czas z rodziną stanowi fundament.
Tak, to tu, właśnie tu na samym początku, warto sobie odpowiedzieć – jaką kwotę jestem gotowa/ gotowy zapłacić za zorganizowanie wymarzonego ślubu.
Czy mój osobisty rachunek zysków i strat jest na plusie czy na minusie?
Więcej zyskam czy stracę zatrudniając wedding plannera?
Jeśli odpowiedź jest na korzyść wesela na własną rękę – rób to. Ślub to nie fizyka kwantowa, z pewnością dacie radę. Pamiętajcie jednak, że jest to wybitnie czasochłonne zajęcie.
 
2. Młoda firma powinna robić śluby za 80% ceny … lub za darmo. Bullshit!
 
Oj brutalnie zaczyna się robić. Skoro jednak ktoś nazywa agencję weddingową Ślubu nie będzie, to również owijania w bawełnę nie będzie.
 
Panuje przeświadczenie, że młode marki powinny najpierw zdobyć doświadczenie, pokornie wyrobić x ślubów za darmo, zdobyć kontakty, doświadczenie, a kiedyś otrzyma miano dojrzałej agencji godnej zaufania.
Wtedy pewnego słonecznego dnia oprócz księcia na białym koniu, przybywają klienci premium – czyli jak to się mówi – wysokobudżetowi.
 
Andrzej Krzywy śpiewał: kochać to nie znaczy zawsze to samo.
A ja zaśpiewam (bo 12 lat szkoły muzycznej zobowiązuje): staż obecności na rynku to nie znaczy zawsze to samo.
 
Agencja agencji nierówna, wedding plannerki są różne.
Jedne zawsze elegancko ubrane w wyprasowane garsonki, inne w trampkach, jedna dziewczyna zrobi dobrze międzynarodowe wesele, a inna coś niewpisującego się w konwencje tradycyjnego wesela.
To człowiek i jego suma doświadczeń zawodowych oraz umiejętności stanowi o jakości wykonywanych usług. Młoda agencja może mieć większe jaja eventowe niż długoletni dostawca usług. Oczywiście nie zabieram nikomu doświadczenia.
Zgadzam się, że wraz z kolejnymi ślubami zwiększa się liczba przepracowanych sytuacji kryzysowych i po prostu mamy większą moc przewidywania. Zna nas dodatkowo większa liczba osób, jednak!
Nadal zostaję przy swoim stwierdzeniu: młoda agencja też może być premium.
 
Skąd bowiem wiesz, drogi Kliencie, czy ta pani robiła zanim weszła w różowy świat ślubnych dekoracji?
Może studiowała na bardzo wymagającym kierunku, który nauczył ją radzenia sobie w ciężkich sytuacjach?
Może ma doświadczenie z międzynarodowych korporacji, w których komunikacja i dyplomacja były kluczowe, by dział zdobywał duże kontrakty?
Może kończyła dwie szkoły równolegle, co nauczyło ją pracy pod presją czasu i dyscypliny?
Może wydała setki złotych na kursy, warsztaty, treningi psychologiczne, a nawet na bilety na konferencje, które teraz przekładają się na rozbudowaną sieć kontaktów, z których Ty na dzień dobry możesz korzystać?
 
Ślub to event o podwyższonym ryzyku, dlatego większą wartością jest umiejętność komunikacji z ludźmi i zarządzanie sobą w czasie, niż znajomość najnowszych trendów dekoracji stołu.
Trust me, I’m an engineer.
 
3. Ta usługa jest dla wszystkich, którzy szanują drugiego człowieka.
 
Amen.
(…)
No dobrze, napiszę coś więcej.
 
Ludzie uwielbiają się targować. Uwielbiają gratisy, promocje i dwa słowa: ZA DARMO.
Wychodzę z założenia, że nie ma w życiu nic za darmo i nawet na niezły wpie*** trzeba sobie zasłużyć.
Ale wracając do ślubów i pieniędzy.
 
Wedding planner jest przedsiębiorcą, z działalnością gospodarczą (najczęściej).
Przy dobrych wiatrach, gdy jest na małym ZUSie koszty prowadzenia firmy zamyka w 1000 zł. Do tego zwykłe sprawy jak czynsz za mieszkanie, jedzenie i transport.
oraz parę grosików na makijaż, jedną przyzwoitą marynarkę, spodnie i buciki.
Nie wspominam o wynajmowaniu biur, chodzeniu na manicure, do fryzjera czy na pilates by wyrzucić z siebie stres. To przywileje dojrzałych agencji.
 
Wspomnę jednak o inwestycjach w biznes. Kursach przygotowawczych, nakładach finansowych na PR i marketing; reklamy na Facebook’u, Instagramie.
Czyżbym zgubiła temat przewodni tego wpisu?
Ależ oczywiście, że nie!
 
Szacunek jest mocno powiązany z wynagrodzeniem.
 
Godna zapłata pozwalająca na pokrycie kosztów oraz zarobek sprawia, że wewnętrzna motywacja wzmacniana jest zewnętrznym benefitem jakim są pieniądze. Dobrze wynagradzany pracownik to szczęśliwy i spokojny pracownik. To konsultant wdzięczny i gotowy na wiele poświęceń.
Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają, a rachunki płacą się satysfakcją i poczuciem wykonania dobrej pracy. Hmm…
 
Szacunek zaczyna się w chwili, gdy podejmujecie rozmowy dot. wynagrodzenia. I tyczy się to dwóch stron.
Każda wycena jest indywidualną sprawą, uwzględniającą zakres wykonanej pracy. Po to właśnie jest ankieta, która choć długa – niezbędna by estymować dobrze koszty. Jeśli Wasze wymagania to zaangażowanie konsultanta ślubnego na poziomie 200-300h przygotowań, musicie liczyć się, że zwykłe DZIĘKUJĘ nie wystarczy.
 
Jeśli chcesz zatrudnić wedding plannera, ale nie jesteś w stanie pokryć 100% kosztów jego wynagrodzenia – poszukaj alternatywy.
Rozliczenie w tzw. barterze jest dobrym przykładem.
Być może masz coś, co mogłoby częściowo pokryć koszt takiej usługi np. potrafisz projektować grafiki, jesteś dobry/dobra w Social Mediach lub znasz kogoś, kto mógłby być dobrym partnerem biznesowym dla agencji – próbuj. Negocjuj.
Zapytaj o alternatywy i modyfikuj własne oczekiwania, by uzyskać kompromis.
 
Jeśli jednak chcesz mercedesa, ale nie stać cię nawet na pierwszą ratę leasingu – odpuść.
Nie marnuj swojego czasu i czasu drugiej osoby. Nie sprzedawaj sobie bajki, że wynajmiesz konsultanta ślubnego, skoro wyceniasz pracę drugiego człowieka na mniej niż 3,34 zł/ godzinę (tak, to realna kwota po uwzględnieniu nakładu czasowego do oferty zapłaty).
 
Podsumowując.
 
Zatrudniając konsultanta ślubnego płacisz za czas. Za kontakty, które wyrobił przez lata, za jego wcześniejsze zaangażowanie w to, byś Ty otrzymał podwykonawców najwyższej jakości.
Płacisz za jego umiejętności, sumę doświadczeń i swój własny spokój podczas najbardziej stresującego dnia w życiu.
Ile wart jest taka usługa?
 
To zależy, głównie od Ciebie.
 

Wierzę w dobre zakończenia.

A Wy?

Dodaj komentarz