#GirlPower – wspieram czy udaję, że wspieram?

15 sierpnia 2019
#GirlPower – wspieram czy udaję, że wspieram?

Ostatnie dni są u mnie dość burzliwe. Codzienne spotkania, masa pracy na Social Mediach oraz praca na tzw. koszty życia powodują, że ledwo się obejrzałam a już połowa sierpnia.
Jednocześnie rzeczy, bo tak na razie nazwę projekty nad którym pracuję, nabierają kształtu i to cieszy najbardziej.
Kolejne programy mentoringowe czy rozwojowe, do których się dostaję oraz mini projekty, które realizuję sprawiają, że w świat idzie wiadomość „Jej się udaje”
Nie jestem zwolenniczką czasownika „udawać się”. Udawać to można miłą koleżankę albo orgazm. Jedno i drugie nie jest mi bliskie – udawać nie lubię i nie potrafię.
Ale życie pokazuje mi, że im dalej w las tym widzę, iż udawanie jest wpisane w strategię biznesową wielu ludzi. Szczególnie kobiet.
 
Dziś tekst, którym oficjalnym sponsorem jest życie. Patronat objęła naiwność.
 
1. Biznes.
 
Czym się różnią działalności biznesowe od działalności non-profit?
Te pierwsze są by zarabiać. Tak najprościej łopatologicznie mówiąc, głównym ich celem jest uzyskanie zysku. Fajnie, jeśli jest coś więcej niż ten cel, ale na koniec dnia w sprawozdaniach finansowych najlepiej by był kolor zielony a trend był zdecydowanie rosnący, a nie malejący.
Te drugie z definicji są nie rentowne. Albo inaczej – ich celem nie jest zarabianie pieniędzy (przynajmniej dla samej organizacji), a wspieranie konkretnych obszarów społecznych poprzez uzyskiwanie pieniędzy i wydawanie ich na konkretny cel.
 
Skoro mamy już to wyjaśnione, zadaję sobie, i Wam przy okazji też, pytanie:
Dlaczego świat jest tak bardzo oburzony, gdy ktoś otwarcie mówi, że pewne sprawy, kontakty, projekty – to biznes. To czysta chęć zarobienia kasy, ułożenia swojego bezpieczeństwa finansowego, zrobienia czegoś i dla przyjemności, ale przede wszystkim dla profitów finansowych.
 
W naszym kraju panuje tabu mówienia o pieniądzach. Szczególnie wśród Kobiet. Żadna nie powie otwarcie, ile zarabia, ile zarobiła na danym projekcie, ile chce zarabiać – a jak powie, to oburzenie w narodzie, że ona taki zachłanna albo że robi coś dla kasy. Panowie nie mają aż takich problemów – i w sobie i od społeczeństwa.
Laski ściemniają, że liczy się satysfakcja, pasja, to „coś”, a pieniądze to dodatek.
 
Tak? To pokażcie mi jak wygląda płacenie czynszu satysfakcją?
 
Od razu odbiję piłeczkę hejtu – wiadomo, że pracując z pasją, wytrwałością etc. – to ta kasa lżej i fajniej przychodzi, że w pewnym momencie faktycznie patrzy się na głębsze wartości.
Ale zawsze w każdym działaniu, nawet najbardziej natchnionym wyższymi wartościami jest element rozrachunku:
Czy to mi się opłaca? Czy ja na tym zarobię?
 
Dlaczego o tym mówię?
 
Bo nie pracuję nad startupem dla samego fun’u, bo nie rozwijam Ślubu nie będzie dla samej satysfakcji, bo nie latam jak smród po gaciach od poniedziałku do poniedziałku, od świtu do zmierzchu, bo ja sobie tak lubię pobiegać i pospotykać się.
Ja to robię też dla hajsu, dla swojego bezpieczeństwa finansowego, dla dobrego spokojnego życia, które pozwoli mi pójść do prywatnie do lekarza (bo NFZ to raczej zdrowia nie będzie) czy pojechać na 3 dni urlopu na Mazury bez liczenia każdej złotówki.
To umożliwi mi inwestycję w języki obce, w dalekie podróże a nawet w bezpieczną przyszłość mojego dziecka, w razie gdyby stary powiedział „Elo” i odszedłby do seksownej 25latki.

Chce zarabiać pieniądze i jeśli kogoś to boli, trudno.
Jeśli masz podobne podejście, pisz, dzwoń – pomysłów mam całą księgę.

 
2. Zaufanie.
 
Tutaj powinnam odesłać Was do Michała Szafrańskiego i jego książki o zaufaniu. Przeczytalibyście sobie o tym, jak ważna i wg mnie rzadka jest to waluta.
 
Z mojego doświadczenia wynika, że jak zdobędziesz zaufanie u Pary Młodej – to masz wygraną sprawę, bo dostajesz zlecenie.
Jeśli sprawa dotyczy podwykonawców, partnerów biznesowych – nie jest tak kolorowo.
Zbytnie zaufanie może Was srogo kosztować.
 
I teraz też podzielę się z Wami doświadczeniem.
Jeśli jesteś w kręgu wzajemnej adoracji – spokojna głowa. Możesz spać spokojnie, mówić o swoich biznesach, planach, nawet zostaniesz doposażony w pomoc i zaangażowanie innych ludzi.
Jeśli jesteś samotnym wilkiem i co gorsza (dla Ciebie) z łbem na karku i ciekawym spojrzeniem, uważaj. Pod osłoną pomocnego kolegi czy dobrej koleżanki przyjdzie lisek chytrusek, wzbudzi Twoje zaufanie, a Ty wyśpiewasz swoje plany i idee, pomysły, a nawet dasz przez lata wypracowane kontakty. W dobrej wierze, bo to przecież „zaufany człowiek”.
Niedługo potem zobaczysz swoje koncepty na Instagramie (ale już nie swoim), fejm i blask (ale nie Twój), kooperacje, które przez chwile zamrożą Twój mózg i krew. No i kasę, bo przecież jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o nasze marne złotówki.
 
Rada cioci Oli: oddychaj.
Rada numer dwa: karma wraca. Kiedyś im ktoś odwinie taki numer. Skulą swój farbowany ogonek i poczują, że tak się nie robi.

 
Nie raz zostałam wykiwana, zrobiona na biało, przez co dobrym, faktycznie dobrym ludziom, tak ciężko mi zaufać. I tu Was dobre duszyczki przepraszam, bo nie mam złych intencji. Ja po prostu mam lekko naruszony radar wyłapywania interesowności …
Na szczęście nadal podchodzę z czystą kartką do każdego, jednak teraz słucham głosu intuicji, obserwuję i pytam. Sprawdzam. I wyciągam sobie wnioski. Czy trafne? Nie wiem, mi z nimi jest spokojniej.
No i robię swoje, może to coś da!
 
3. Kobiety
 
„Bo to zła kobieta była” powiedział Linda.
Dziewczyny, dlaczego tak czuć pomiędzy nami nieszczerość, dwulicowość, wspieranie się wtedy, gdy któraś upada a nie jest na szczycie, zazdrość i walkę o bycie na wierzchu.
Miejsca starszy dla każdego. Tzn. dla każdej.
To nie jest tak, że jak pomożecie koleżance to ona was wygryzie.
Nie ma takiej opcji!
Czy nie jest miło, gdy jedna drugiej wzajemnie pomaga, wspiera w budowaniu biznesu, podaje pomocną dłoń?
 
Znowu podzielę się doświadczeniem.
Moje relacje biznesowe z dziewczynami bywały bardzo często jednostronne.
Ja wprowadzałam koleżanki w różne środowiska, lajkowałam, polecałam, mówiłam w towarzystwie o ich usługach czy produktach; myślałam o ich połączeniu, by biznes się rozwijał.
Gdy przyszła pora na to, że mój biznes potrzebował wsparcia, ja potrzebowałam pomocnej dłoni – inicjatywy zero.
Bo zarobiona, bo zalatana, bo teraz to, a później tamto. A jak oznaczyć gdzieś to jakoś tak niedbale, a jak powiedzieć komuś to już tak cichutko. I deklaracji miliard, działań -100.
 
Długo nad tym myślałam, dlaczego tak jest, że czuję się źle, przykro, jakoś tak.. z wyrzutem sumienia Dlaczego?! .. i mam dwa wnioski:
 
1. To moja wina, bo oczekuję zachowania 1:1 jak moje. Moje rozczarowanie kobietami wynika z moich nadmiernych wyobrażeń i oczekiwań, że skoro ja komuś pomagam, to ten ktoś to widzi, doceni a nawet się odwdzięczy. BŁĄD!
Nie ma czegoś takiego.
Pomogłaś sama z siebie, ok. Inna dziewczyna może nie mieć tego zupełnie w planach – i to też jest w porządku. (brutalne, ale prawdziwe)
 
2. 20latki walczą między sobą o chłopaków, 30tki o pozycję biznesową, 40tki o tytuł Matki roku, 50tki …
Każda z nas o coś walczy. Przez całe życie odbywamy sztafety co 10 lat z innym celem.
Oczywiście porównujemy się najlepiej ze wszystkich, biegniemy gdzieś po trofea, zapominając po drodze o … sobie.
I intencjach ważnych dla nas.
 
O tym, co dla mnie jako 30tki, czy 25tki, czy 48ki jest ważne.
Czy istotne jest dla mnie bycie w dobrej komitywie z innymi dziewczynami? A może zupełnie nie dbam o relacje?
Jestem mentorką dla fajnego wpisu na LinkedIn czy stoi za tym coś głębszego?
Rozwijam biznes, bo chce zarabiać, kocham to co robię, czy pcha mnie do tego chęć sławy, rozgłosu i fejmu?
Pomagam młodzieży, bo mam takie kompetencje i radość z pomagania, a może robię to pod „publikę”?
Nawiązuję współpracę z dużą firmą, bo cenię ludzi pracujących tam czy liczbę followersów?

 
Ile w moich działaniach jest mnie, prawdziwej, empatycznej dziewczyny, z małego miasta,
z wielkimi snami i marzeniami – a ile wyrachowania, rachunku zysku i strat, ile ściemy
i dwulicowości, a ile dobrego serca?
 
Napisałam ten tekst, bo widzę, jak wiele tracimy będąc osobno. My jako branża. My jako Kobiety. Jak wiele moglibyśmy zyskać, gdyby małe podmioty czuły wsparcie od tych dużych, dorosłych i dobrze osadzonych. Gdybyśmy mogli sobie zaufać i otwarcie mówić o projektach, podzielić tort i najeść się wspólnie.
A może po prostu boli mnie niesprawiedliwość, nierówne rozdanie kart?
 
Na rozdanie kart właściwie nie miałam wpływu. Życie postawiło mnie tu, gdzie teraz jestem.
I tak z drugiej strony sobie myślę, że po tym wszystkim co przeszłam, czy to nie jest już wystarczający sukces, by wreszcie powiedzieć – jest dobrze. I odpuścić zbawianie świata. Grać fair i cieszyć się kolejnymi samodzielnymi krokami.
 
Zostawiam Was i siebie z pytaniem:
Czy biznes, zaufanie i kobiety mogą iść w parze?

 
Mi na razie życie pokazuje, że nie zawsze.
Oby kiedyś to się zmieniło, drogie Koleżanki.
 
Czego i sobie i Wam życzę.

Wierzę w dobre zakończenia.

A Wy?

Dodaj komentarz