Garsonki, róż i Pretty Woman – czyli jak Cię widzą, tak Cię zatrudnią (lub nie).

27 czerwca 2019
Garsonki, róż i Pretty Woman – czyli jak Cię widzą, tak Cię zatrudnią (lub nie).

 
Dwoje zakochanych ludzi siedzi w kawiarni. Wyglądają jakby czekali na kogoś jeszcze.
Na ich twarzach podniecenie miesza się z obawą, radość z przerażeniem. Zadają sobie pytania: jaka ona będzie? Czy się dogadamy? Czy to dobry wybór?
Do lokalu wchodzi blondynka/ ruda/ brunetka. Ma na sobie perfekcyjnie skrojoną pudrową garsonkę, subtelną biżuterię i jeszcze ciepłą hybrydę na paznokciach. Zapach perfum mówi: tanio nie będzie.
Przedstawiają się sobie nieśmiało, zaczynają rozmowę i …
 
Dzisiejszy krótki felieton będzie o ubiorze. O tym jaki dress code obowiązuje w tej różowej branży.
Zastanawiam się coraz częściej, czy w świecie tęczy, flamingów (bo jednorożce są w startupach) i szczęścia aż nas śmierć (lub kredyt) nie rozłączy panuje jakaś zasada wobec stosowności ubioru?
I wreszcie – czy ubiór ma wpływ na decyzję o zatrudnieniu Ciebie jako wedding plannerki?
 
Zapraszam na kolejny AlexBackstage.
 
1. Digitalowy jaskiniowiec – obrazek ponad wszystko
 
Żyjemy w świecie digitalowych jaskiniowców. Obrazek znaczy więcej niż tysiąc słów. Niezależnie czy jesteś tego świadom, czy też nie, ocena towarzyszy nam każdego dnia.
Oczywiście deklarujemy, że liczą się kompetencje, wnętrze i to coś, ale prawda jest taka, że po 11 sekundach (tak mówią badania) wyrabiamy sobie wstępne zdanie o danej osobie.
A dokładniej mówiąc, podświadomie szacujemy sobie na ile osoba po drugiej stronie jest wiarygodna i sympatyczna.
Nawet jeżeli nasza intuicja poprowadziła nas w maliny, po tym czasie ocena będzie bardzo trudna do przepracowania i zmiany.
Takie są fakty i czysta biologia – tak działa nasz mózg. Niezależnie czy pochodzi z Warszawy, Zielonej Góry, Szczecina czy Pcimia Dolnego.
 
Jak to się ma do profesji wedding plannera?
 
Ślub to jeden z najważniejszych dni w życiu każdego człowieka. Zatrudniając taką osobę chcesz by kwiaty były ułożone równo jak na Instagramie, serwetki były wyprasowane, a goście weselni płynnie przechodzili z parkietu do stołów, ze stołów do strefy chillout i tak do samego rana. Chcesz by było perfekcyjnie i bez fuckupów.
Doskonale to rozumiem!
 
Widząc super zadbaną osobę, w perfekcyjnie uczesanych włosach, manicure, garsonce i wyprostowanej sylwetce wierzysz, że Twoje przyjęcie weselne będzie takie jak ta osoba.
I-de-al-ne.
Ufasz swojej podświadomości, która w 11 sekund podpowiedziała: tak, to ta.
 
Czy trafnie?
Być może tak. Jest jednak coś więcej niż ładne opakowanie.
 
2. Walt Disney prezentuje …
 
Trąbię na prawo i lewo, że jestem wychowana na bajkach Walt’a Disneya. Wykorzystam to podłoże do pewnej metafory.
Tam dość często happy end czekał na dziewczyny charakterne, raczej skromne i pokorne, jednocześnie odważne i ogarnięte życiowo.. no takie bardziej kumpelki, niż damy w opałach. (Księżniczkami zostawały przy okazji dobrego wyboru chłopa na życie, ale to temat na kolejny AlexBackstage)
 
W branży ślubów ciężko być kumpelką, normalną dziewczyną w jeansach i trampkach. To moje doświadczenie i dlatego o nim piszę.
Kilkukrotnie nie dostałam zlecenia, gdyż jak to zostało ujęte: mój strój nie ukazywał tego, że jestem profesjonalna.
Tak, przyznaję, że w mojej szafie nie ma LV; a zakupy robiłam dobre 2-3 lata temu.
Jednak biorę codziennie prysznic, wyczesuję włosy i nakładam subtelny makijaż. Paznokci nie maluję, bo tnę koszty a i podobno lakier wcale taki zdrowy nie jest.
Od razu (chaotycznie nieco) wtrącę, nie hejtuję manicure, fajnych modnych ciuchów, gustownych dodatków. Ja po prostu osobiście nie potrzebuję tych wszystkich ą ę świecidełek, a spotkanie jest o parze młodej i dla pary młodej, a nie poświęcone mojej zajebistości.
 
Reasumując.
 
Życie to nie bajka i dziewczyny – kumpelki mają nieco ciężej w branży niż polskie Jennifer Lopez. Jestem zdania, że najlepsze zaczyna się w chwili, gdy dana osoba zaczyna mówić. Gdy poznajesz jej historię, pomysły, gdy czujesz energię drugiej osoby. Być może garsonka fajnie wygląda na Instagramie gdy rozkładasz winietki, ale jest dość niewygodna, gdy trzeba naprawdę zakasać rękawy i zapierdzielać.
Kompetencje danej osoby sprawdza się najlepiej poprzez referencje. Strój naprawdę ma wtórne znaczenie.
 
3. Pretty Women w ślubnej wersji.
 
Pamiętacie genialną scenę, gdy obłędna Julia Roberts wchodzi do sklepu, delikatnie mówiąc ubrana niestosownie, prosi o możliwość przymierzenia stroju, a arogancka ekspedientka z pogardą stwierdza, że to nie jest sklep dla niej?
Później wraca z kartą kredytową Richard’a Gere i ogromną ilością toreb z nowymi ubraniami mówiąc: mogłam zrobić te zakupy u Was, ale podobno to nie sklep dla mnie…
Piękna scena, którą można zamknąć w dwóch słowach. EMPATIA i OCENA.
 
Brakuje nam empatii. Wszystkim po trochu, niektóry mają już niedobory kliniczne.
Uwielbiamy do tego oceniać, nie znając zupełnie innych osób.
Ta wybuchowa mieszanka jest dość toksyczna i smutna.
Mijamy w swoim życiu tak wiele zwyczajnych ludzi z niezwyczajnymi historiami. Nie podejmujemy współpracy, bo ktoś nie wygląda perfekcyjnie, ma za mało followersów na Instagramie, no i jak my z nim będziemy wyglądać na biznesowym lunchu.
Nie jesteśmy ciekawi innych ludzi, a stosujemy za często zaimek Ja.
 
A gdyby tak dać szansę każdej „Pretty women” spotkanej na naszej drodze? Gdyby tak posłuchać, poznać i dopiero wtedy zdecydować, co dalej?
Nie patrzeć na opakowanie, a głębsze odczucia, jak sposób podchodzenia do drugiego człowieka, czy wartości danej osoby, fragment jej historii?
 
Bo gdy ktoś ma stworzyć najważniejszy dzień w Twoim życiu, byłoby pięknie, gdyby był on przede wszystkim autentyczny.
Taki jak Julia Roberts we wspomnianym przeze mnie filmie.
Trochę nieuczesana, może nie do końca odpowiednio ubrana, ale z takim uśmiechem, który rozgrzewa do szpiku kości.
 
Tylko takich przyjęć życzę Wam z całego serca!

Wierzę w dobre zakończenia.

A Wy?

Dodaj komentarz