Gdy tęcza przestaje być kolorowa – czyli o zmęczeniu, autentyczności i brzydkich zdjęciach na Instagramie.

18 lipca 2019
Gdy tęcza przestaje być kolorowa – czyli o zmęczeniu, autentyczności i brzydkich zdjęciach na Instagramie.

 
Jestem silną kobietą. Odważną, uśmiechniętą i niczego się nie boję. No chyba że kleszczy i komornika. Przez życie idę z podniesioną głową, optymizmem i radosnym przesłaniem: Nie ma innej opcji – uda się!
Taka postawa i niedopuszczanie oficjalnie słabości doprowadziło mnie do skrajnego wyczerpania i tego felietonu.
Bo ostatnio trochę mi się ulewa i chociaż podobno wizerunkowo nie jest to wskazane, chromole ten cały PR i będę brutalnie szczera.
 
Instagram to główne narzędzie promocji biznesu ślubnego. I wielu innych, ale jestem w weddingu i o tym pisać będę, kropka.
To pewnego rodzaju katalog marzeń, taki koszyczek wszystkich możliwych opcji, które poprzez idealnie wybrany kadr kuszą swoją perfekcją.
Panny Młode (dużo rzadziej Panowie) wyszukują tam wymarzonej sukienki, aranżacji kwiatowych czy całego motywu przewodniego ślubu (btw, czy sam ślub nie jest już wystarczającym motywem przewodnim przyjęcia? :D)
Ludzie lajkują piękne sesje stylizowane (czyli jawną ustawkę kilku podwykonawców, by zrobić dobry content na fejsa); lajkują dobrze ujęte kadry – które czasami z rzeczywistością wiele wspólnego nie mają.
Auć! Powiedziałam za dużo?
Hipokrytka – stwierdzicie.
No trochę tak, bo sama często wyginam się w pół by pokazać jakiś detal, który może w większym kadrze nie jest taki seksi.
 
Wszyscy jesteśmy próżni na swój sposób i lubimy ładne przedmioty. Nie ma w tym nic złego. Po co ludzie stworzyli taką Omegę, obłędną 911 czy Meisterstück’a 149 GT? W pewnym sensie, by zaspokajać potrzebę posiadania pięknych/ dobrych/ kultowych rzeczy. By otaczać się nimi, karmić ego.
O posiadaniu powinnam popełnić osobny tekst, więc wracając do tematu…
 
Instagram nas okłamuje. Codziennie.
 
Stop.
 
To my okłamujemy siebie nawzajem. Za pomocą Instagrama.
Robimy fotkę, wrzucamy w obróbkę, dodajemy lepszej rzeczywistości i tadam!
Patrzcie jak dobrze dziś wyglądam! Ile mam energii! Jakie śniadanie/ trening/ bluzkę/ faceta/ wakacje/ biznes/ rozmowy/ widok za oknem/ … (tu wstaw swoje „coś”) / dziś mam!
 
Łapiemy papkę, patrzymy na swoje kanapki z serem i dociera do nas, że prowadzimy żałosne zwykłe życie. Frustracja pomału zadomawia się w nas, zgorzkniałość ulewa się każdym możliwym otworem, psujemy sobie relacje z innymi, a przede wszystkim z samym sobą.
 
Mała dygresja.
 
Pamiętacie, jak wielkim wydarzeniem w SM było pojawienie się Alicia Keys bez makeupu? Jejuniu, wszystkie media zrobiły z tego sensację sezonu.
 
Nagłówki: Kobiety odważyły się pokazać prawdziwą twarz! Kobiety po 40 to wyzwolone kobiety! Pokazują się bez makijażu!!!
A pani Keys po prostu się ulało to ściemnianie, że zawsze jest taka wytapetowana jak na okładkach swoich płyt. I z wygody i miłości do siebie po prostu olała wszystkich i pokazała prozę życia.
 
Inny przykład.
 
Ktoś znany napisał: Miałam/ miałem depresję. Brałem psychotropy by jakoś wstać z łóżka. (mówią: jak to, osoba publiczna i ma depresję, ojj nieładnie)
Ktoś inny przyznał: Piję wódę, bo mam dość. (zapytają: czego masz dość, skoro zarabiasz tak dużo)
Jeszcze inna osoba publiczna przyznała: Miałam chujowe dzieciństwo, ojciec czy matka mnie bili i kosztowało mnie to orkę by znaleźć się tu, gdzie jestem. (zakwestionują: tani PR, by się jeszcze dorobić)
 
Życie to nie gofry w białej pościeli i wynajmowane penthouse’y do sweet foci, to nie zawsze piękne kadry w idealnie urządzonym mieszkaniu na Powiślu i beztrosko czytana gazetka obok płynu do płukania tkanin (kto jest biegły w SM wie do czego nawiązuję).
Życie to wypadkowa szczytów (nie szczytowania, chociaż to bardzo przyjemny szczyt) i dołów. Głębokiej czarnej dupy, kiedy biznes, który rozwijasz, który jest dla Ciebie sensem życia, po prostu nie idzie. Ty wyglądasz jak zombie, finanse kuleją, a Klienci nie płacą albo w ogóle ich nie ma. To codzienna walka o bycie na powierzchni, codzienna orka, nawiązywanie kolejnych kontaktów, próbowanie i poszukiwanie tej właściwej drogi.
 
I ja się teraz pytam na głos: dlaczego tak mało prawdy w tym internetowym bajorku?
Dlaczego tak bardzo pragniemy być idealni? Nieskazitelni? Wypoczęci na siłę i successful 25/8.
„Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, bo wysiadam, przez życie nie chce biec bez tchu” – śpiewała Anna Maria Jopek. Czekaj, Aniu, wysiadam z Tobą. Chromole taki świat, w którym nie ma miejsca na bycie autentycznym.
Ha!
Tutaj pojawia się coś ciekawego.

 
Bycie autentycznym to nowy trend w biznesie. Każdy opowiada wszem i wobec jaki to jest autentyczny w tym, że jest autentyczny, w swoim autentycznym działaniu.
Zaraz będę gryźć…
Autentycznym się jest. Koniec. Nie trzeba o tym mówić, głosić słowa na niedziele i środę, po prostu wstajesz i wiesz – yyy.. tzn jesteś 😉
A nie bywasz czy grasz. Ściema ma małe, krótkie, kacze nóżki. No dobra kocie nóżki… Ojj.. to nie jest polityczny post. Ma krótkie nóżki i już.
 
Tak więc, padłam ostatnio. Jak człowiek, po prostu byłam przemęczona. Kocham to co robię, kocham swoje Ślubu nie będzie, uwielbiam moją różową stronę i odbieram od Was mnóstwo dobrej energii. Nie zawalam ślubów, jestem dla moich Par, tylko że wieczorem płaczę w poduszkę, ile wejdzie, bo ostatnio zwyczajnie zmęczenie wzięło górę.
I mam może 2-3 koleżanki w biznesie, które potrafią się do tego samego przyznać. Nie robią z tego contentu, wielkich ckliwych historii, tylko pokazują siebie i swoje brandy jako autentyczne, normalne, bliskie ludzkim słabostkom (tu wielkie pozdro dla Gosi Nagat – to jest fighterka kozaczka! Jedna z tych 3 dziewcząt totalnie na propsie autentyczności)
 
Ok, popłakane?
 
To teraz ciocia Ola powie Wam, czego ją nauczył ten kryzys.
 
Po pierwsze – nie wierz Instagramowi. Nie wierz, że wszyscy mają brokat, a Tobie przypadły szare betonowe kloce. Każdy na swój sposób ma własne krzyżyki do udźwignięcia. Tylko nie każdy ma jaja, żeby pokazać swoją słabość w kolorowym świecie Instagrama.
 
Po drugie i najważniejsze – w życiu chodzi o balans. I mówię to jako praktyk a nie teoretyk życia. Mówię to jako osoba, która ten balans dopiero znajduje.
Kiedyś 2 szkoły równolegle, od zarąbania zajęć i permanentna pogoń za ocenami. Później usilne budowanie związku z facetem, który do związku i innych rzeczy się nie nadawał. Następnie znowu tylko nauka, później tylko praca. 0 lub 1. 1 lub 0. Szarości brak.
 
A szarość, powiem Wam od serca, jest cudowna. (tu muszę pozdrowić drugą koleżankę, która w szarościach jest mistrzem – Aniu – Twoje betonowe torty są moją miłością ever).
 
Bo jest w niej (tej szarości) czas na biznes, na spacer, na spanie i serial, na książkę, na pomyślenie o sobie i innych, na gotowanie, na poznawanie ludzi, rozwijanie znajomości, wchodzenie w relacje z facetami, kontynuowanie pasji z dzieciństwa, smakowanie świata.
Jest w niej tyle miejsca na życie, że 25/8 przestaje mieć prawo bytu.
Jest w niej też miejsce na autentyczność i gorsze dni. Na posty o porażkach, o trudnych decyzjach, o przepracowanych lekcjach od życia, o złości, o wkurzeniu, o smutku.
 
Jutro wracam do Warszawy. Układam nowe tygodnie pracy. Odpoczęłam, nabrałam wiatru w żagle. Przyznałam się przed Wami skąd te ostatnie milczenia, skąd nieregularności na profilu… Bałam się pokazać w 100% to co przeżywam, bo mało było w tym tęczy.
 
Życzę Wam i sobie odwagi w byciu bardziej sobą. W budowaniu marek w pełni dla ludzi i o ludziach. Zmieszajcie ten beton z brokatem we własnych indywidualnych proporcjach.
Myślę, że wyjdzie z tego kawał dobrego contentu.

Wierzę w dobre zakończenia.

A Wy?

2
Dodaj komentarz

1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
Iza

Brawo! Odważna z Ciebie babka! 🙂 Podziwiam i wspieram <3